Worldwide

Wpisy

  • czwartek, 24 marca 2011
    • Dzieci Nicolae

      Jest marzec 1990 roku. Trzy miesiące po upadku reżimu Nicolae Ceauşescu, grupa reporterów Der Spiegel wybiera się do biednej Rumunii, tworząc materiał o realiach życia w ogarniętym niepokojami kraju. Wraz z kamerami Spiegel-TV trafiają do malowniczo położonego ośrodka opiekuńczego w północno-wschodniej części kraju, tuż przy granicy z Węgrami. Ich oczom ukazuje się widok, którego nie przewidywały nawet najgorsze zachodnie scenariusze. Na jaw wychodzi skrywana od lat prawda o morderczym obliczu reżimu Ceauşescu – dyktatora, który przez długi czas odgrywał rolę politycznego pieszczoszka zachodnich władz.

       

      Kilka tygodni później w magazynie Der Spiegel ukaże się obszerny artykuł, zatytułowany „Zmierzch cywilizacji”, a w telewizji pokazany zostanie szokujący reportaż z ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci, który stanie się odtąd symbolem niewyobrażalnej bezwzględności reżimu. W mediach przewijać się będą obrazy wygłodzonych, niepełnosprawnych dzieci, przywiązanych do łóżek lub śpiących wprost na betonie, umierających z powodu chorób i niedożywienia. Jeżące włos na głowie warunki, w jakich odbywały karę dożywocia dzieci, które nie sprostały standardom „nowego obywatela” Rumunii.

      Położony na uboczu, otoczony malowniczym lasem dom opiekuńczy Cighid zapamiętany zostanie jako miejsce bezprzykładnych scen okrucieństwa. Wkrótce na jaw wyjdzie także fakt, że nie jest to jedyna tego typu placówka w Rumuni, oraz że ich istnienie było częścią planu systematycznej eksterminacji słabych i nieudolnych jednostek. Logiczną konsekwencją reżimowej wizji doskonałego obywatela.

      Aby jednak zrozumieć źródła tego dramatu, należy się cofnąć do lat 60-tych – do początków komunistycznego reżimu Ceauşescu.

       

      Upaństwowione macierzyństwo

      W październiku 1966 roku, na mocy tzw. dekretu 770, w Rumunii wchodzi w życie prawo zakazujące dokonywania aborcji. Ma to być sposób na walkę z fatalną kondycją demograficzną kraju – w tym czasie w Rumunii na jedno żywe urodzenie przypadały cztery usunięte ciąże, a aborcja była dostępna na życzenie (zalegalizowają ją w tym kraju w 1957 roku). Z powodu kiepskiej świadomości prokreacyjnej Rumunów i trudnego dostępu do środków antykoncepcyjnych, aborcja przodowała w tym kraju jako najpopularniejszy sposób na niechciane ciąże. Za sprawą dekretu dokonywanie i poddawanie się aborcji stanie się odtąd przestępstwem, zagrożonym karą wieloletniego więzienia.

      Wyjątek stanowiły kobiety powyżej 40 r.ż, lub te, które miały już czwórkę dzieci. Ciążę można też było przerwać, jeśli był to jedyny sposób na uratowanie kobiecie życia, jeśli dziecko miało być upośledzone lub… jeśli którekolwiek z rodziców miało deficyty fizyczne bądź intelektualne. Każde podanie o zgodę na usunięcie ciąży miało być jednak rozpatrywane przez specjalną komisję, a udzielenie zgody obwarowane było wieloma formalnościami. Kobieta musiała złożyć „Podanie o przerwanie rozwoju ciąży” i przedłożyć komplet dokumentów potwierdzających jej sytuację wraz z zaświadczeniem od lekarza. Podanie wprowadzane było do specjalnego „rejestru wniosków o przerwanie ciąży”.

      Jednocześnie zakazane – choć nieoficjalnie – staje się stosowanie jakiejkolwiek antykoncepcji. Chociaż przez cały okres swojego panowania Ceauşescu nie wprowadził żadnego przepisu, który oficjalnie zakazywałby stosowania środków antykoncepcyjnych, nie były one produkowane ani sprowadzane na użytek państwowych aptek – w bardzo szybkim czasie zniknęły więc ze sklepowych półek. Kwestia zapobiegania ciąży staje się tematem tabu, a ze względu na panujące ówcześnie nastroje, pojęcie antykoncepcji oficjalnie przestaje istnieć. Płód – jak stwierdza sam Ceauşescu – staje się socjalistycznym dobrem, własnością całego społeczeństwa.

      W materiałach propagandowych coraz częściej przewija się wątek „nowego obywatela”, a kwestia dbałości o młode pokolenia wysunięta zostaje na pierwszy plan. Niemal z dnia na dzień powstają nowe przedszkola, szkoły i place zabaw. Tworzone są także partyjne programy wpierania szczególnie zdolnych uczniów. W oficjalnej propagandzie pojawia się też podział na „jednostki produktywne” i „bezproduktywne” – stanie się to początkiem niebezpiecznego procesu dzielenia obywateli na potrzebnych i zbędnych.

      Prosty w założeniu plan Ceauşescu przynosi nadspodziewane efekty – zaledwie rok po wejściu w życie dekretu 770 poziom narodzin zwiększa się w Rumunii dwukrotnie. Pomimo programu budowy nowych szkół, placówek edukacyjnych jest wciąż za mało – już po kilku latach klasy w rumuńskich szkołach liczą sobie po 40 uczniów.

      W początkowym okresie władzy Ceauşescu, Rumunia przyjmuje w swojej polityce bardzo pro-zachodni kierunek, czyniąc z niej jednocześnie jeden z najbardziej liberalnych krajów bloku wschodniego i zjednując sobie sympatię Zachodu. Młodzi ludzie bawią się na dyskotekach, słuchają zachodniej muzyki i noszą zachodnie stroje. Pozory liberalizmu brutalnie rozbija jednak coraz większy nacisk, jaki wywiera ówczesna władza na kwestie związane z macierzyństwem. Oficjalne stanowisko partii głosi, że każda kobieta poniżej 40 r.ż. ma patriotyczny obowiązek zapewnić państwu przynajmniej pięciu obywateli.

      W szkołach prowadzone są zajęcia wychowania seksualnego, koncentrujące się na korzyściach bycia matką i satysfakcji, jaką przynosi dostarczenie państwu nowego obywatela. Wprowadzony zostaje podatek w wysokości nawet 20% pensji (niektóre źródła podają nawet poziom 30%), obciążający bezdzietnych obywateli powyżej 25 roku życia (tzw. podatek od celibatu). Partia wprowadza też system zachęt finansowych dla wielodzietnych rodzin. W propagandowych materiałach dominować zaczyna pojęcie „bohaterskiej matki”. Aby osiągnąć ten status, kobieta musiała urodzić przynajmniej dziesięcioro dzieci. Otrzymanie rozwodu zostaje obwarowane rygorystycznymi kryteriami i ograniczone do „dobrze uzasadnionych przypadków”.

      Początkowe działania władz owocują prawdziwym baby boomem. W społeczeństwie pozbawionym jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych, w którym za usunięcie ciąży grozi więzienie, na świat przychodzi coraz więcej dzieci. Pokolenie to nazwane zostanie po latach Decreţei, czyli „Dziećmi z dekretu”. Nowi obywatele wychowywani są w duchu współzawodnictwa – muszą obowiązkowo uczestniczyć w zajęciach sportowych i zajęciach pozaszkolnych. Materiały propagandowe wychwalają młode, zdolne pokolenie doskonałych Rumunów. Z perspektywy lat jednak, pojęcie Decreţei zyska zupełnie inny wydźwięk, stając się synonimem biedy, upośledzenia i braku perspektyw…

      Tymczasem jednak Europa patrzy ze zdumieniem na rumuński sukces – kraj staje się przykładem udanej polityki demograficznej. W 1974 roku Bukareszt zostaje wybrany na gospodarza organizowanej pod patronatem ONZ Międzynarodowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju. Po tym wydarzeniu ONZ powołuje nawet specjalny Ośrodek ds. Badań nad Demografią, którego centrum jeszcze przez kolejnych 10 lat mieścić się będzie w stolicy Rumunii.

      Jednak paradoksalnie, wskaźnik urodzeń zaczyna bardzo szybko maleć już z początkiem lat 70-tych, wraz z wzrastającą biedą i bezrobociem. Mimo iż niepokorny wobec Związku Radzieckiego przywódca staje się maskotką Zachodu i zaciąga coraz więcej zagranicznych kredytów, codzienne życie w kraju staje się coraz trudniejsze. Rumuńskie kobiety wypowiadają władzy cichą wojnę. W całym kraju lawinowo wzrasta liczba nielegalnych aborcji. Wykonywane pokątnie, często przez osoby bez jakiegokolwiek wykształcenia medycznego, zbierają one tragiczne żniwo – Rumunia ma w tym czasie największy w całej Europie odsetek aborcji i związanych z nią śmierci kobiet.

      Te z nich, które nie stać na zabieg, starają się wykonać go samodzielnie, doprowadzając do poronienia. Zamożne kobiety z miast radzą sobie jeszcze inaczej – wręczając lekarzom łapówki, aby wystawiali „odpowiednie”, kwalifikujące do aborcji diagnozy, lub kupując kosztowne, dostępne jedynie na czarnym rynku środki antykoncepcyjne.

      W odpowiedzi Ceauşescu zacieśnia kontrolę nad ich życiem. W 1973 roku wchodzi w życie prawo, na mocy którego w każdym szpitalu i na każdym oddziale położniczym dyżury pełnić mają milicjanci i prokuratorzy. Ich zadaniem jest tropienie sztucznych poronień i kontrolowanie pracy ginekologów. W przypadku konieczności ratowania życia kobiety przez usunięcie ciąży, zabieg nie mógł dojść do skutku bez zgody prokuratora– niejednokrotnie asystowali oni w operacjach osobiście. Celem kontroli w szpitalach było też odnajdywanie kobiet, które trafiły tam z powodu dokonania pokątnej, nieudanej aborcji. Podejrzane zabierano wprost ze szpitala do aresztu. Bite i poddawane torturom zmuszano do przyznania się i wskazania osoby, która dokonała aborcji.

      Rodzenie dzieci staje się sprawą wagi państwowej. Zaostrzone zostają kryteria wyznaczone przez dekret – granicę wieku kobiet usuwających ciążę zwiększono do 45 lat, a konieczną liczbę dzieci – do pięciu. Każda płodna kobieta musiała poddawać się co miesiąc obowiązkowemu badaniu ginekologicznemu, w celu wykrycia wczesnej ciąży. Jeśli wychodziło na jaw, że jest brzemienna, cichą kontrolę nad jej życiem przez kolejnych 9 miesięcy sprawować miała tajna policja, aby dopilnować, żeby nie podda sie ona aborcji ani nie wywoła poronienia.
      Nad prywatnym życiem kobiet czuwać miała nie tylko tajna policja, ale nawet przełożeni w miejscach pracy. Dyrektorzy fabryk organizowali badania ginekologiczne. Lekarze zobowiązani byli do kontrolowania cyklu menstruacyjnego kobiet. Każdy przypadek wykrycia ciąży musiał być natychmiast zgłaszany władzom.

      Ceauşescu rozpoczął też propagandową rozprawę z nieposłusznymi obywatelkami – do historii przeszedł przypadek z 1985 roku, kiedy to młoda pracownica fabryki zasłabła w miejscu pracy i zmarła. Przyczyną okazała się nielegalna aborcja. Przedstawiciele partii nakazali jej rodzinie zorganizować kondukt pogrzebowy tak, aby trumna przeniesiona została przez teren fabryki. Jednocześnie oficjalna maszyna propagandowa przedstawia młode i szczęśliwe Rumunki, choć obraz ten staje się coraz bardziej groteskowy.

       

       

      Nowe posunięcia władz przynoszą skutek – z biegiem czasu ponowie wzrasta wskaźnik urodzeń. Zwiększa się też śmiertelność niemowląt – szacuje się, że w czasie obowiązywania traktatu (w latach 1967-1989) 340 tys. niemowląt zmarło przed ukończeniem pierwszego roku życia.
      Z roku na rok drastycznie wrasta też liczba porzucanych dzieci. Placówki opiekuńcze stają się coraz mniej wydolne w braniu na siebie opieki nad niechcianymi obywatelami.
      Jednocześnie na początku lat 80-tych Ceauşescu rozpoczyna program spłaty zagranicznych zobowiązań – większa część krajowej produkcji rolnej trafia więc na eksport, a jedzenie zaczyna być reglamentowane. Racjonowany jest też gaz i elektryczność a życie Rumunów, szczególnie na wsi, staje się walką o przetrwanie. Większość dzieci porzuca szkoły w wieku ok. 14 lat, by iść do pracy. Realia biednego kraju stają się coraz bardziej dramatyczne.

       

      Dzieci gorszego boga

      W tle tych wydarzeń, poza wiedzą społeczeństwa i w tajemnicy przed światem, rozpoczyna się program eliminowania zbędnych jednostek, które w dobie kryzysu stają się dla państwa wyjątkowym balastem. Dzieci zdiagnozowane przez komisje lekarskie jako chore lub upośledzone, kierowane są przez lekarzy do specjalnych ośrodków poza miastami. Ogromna ich liczba jest też porzucana przez rodziców, niezdolnych do zapewnienia im utrzymania. Głód i fatalny stan służby zdrowia sprawiają, że na świat przychodzi coraz więcej niepełnosprawnych i upośledzonych dzieci. W czasie obowiązywania dekretu około 20% urodzonych w Rumunii niemowląt miało niedowagę lub wady wrodzone – w tym większość czarnych statystyk przekłada się na czas ekonomicznego kryzysu.

      Jednocześnie w kraju trwa od lat kamuflowany przez władze problem zakażeń wirusem HIV – wobec braku jakiejkolwiek informacji na ten temat oraz programów zapobiegania rozprzestrzenianiu się choroby, coraz więcej dzieci rodzi się zakażonych wirusem. Jakby tego było mało, ubożejący od lat kraj nie jest w stanie zapewnić służbie zdrowia nawet podstawowego wyposażenia, więc spora część dzieci zakażana jest z powodu fatalnych warunków sanitarnych w służbie zdrowia. Wszystkie one uznawane są za zbędne i wywożone do placówek w całym kraju.

      Do końca 89' roku Rumunia zgłosiła do WHO 13 przypadków AIDS. Po upadku reżimu, już w roku 92’ wykryto w kraju ponad 1 142 dzieci, chorych na AIDS (sic!). Konsekwentne negowanie problemu sprawiło, że narastał on w ogromnym tempie. W czasie kryzysu stosowano powszechnie transfuzje krwi, uważając to za świetny środek wspomagający niedożywione dziecięce organizmy. Jednocześnie z powodu oficjalnego stanowiska władz, krew nie była badana pod kątem obecności wirusa HIV.

      Do ośrodków opiekuńczych trafiają jednak nie tylko dzieci chore i upośledzone. Bywa, że kieruje się tam dzieci ze znamionami, wadami postawy, czy po prostu dlatego, że miały one upośledzone rodzeństwo. Szczególnie chętnie „za miasto” wysyłane są Cygańskie dzieci , nawet bez szczególnych po temu wskazań. Ponieważ są one zbędne, trafiają do ośrodków bez ogrzewania, prądu i podstawowych medykamentów. Dla dzieci jest to po prostu wyrok śmierci. Pod koniec lat 80-tych w instytucjach tego typu przebywało już ponad 100 000 rumuńskich dzieci.

      Jednostki takie jak Cighid (zdjęcie u góry po prawej) cierpią więc na przepełnienie – dzieci śpią po kilkoro w jednym łóżku, lub po prostu na gołej podłodze. Najcięższe przypadki umieszcza się w piwnicy, gdzie trzymane są latami, bez dostępu do światła. Aby zapobiec pladze rozprzestrzeniania się wszy, goli im się włosy do samej skóry. Cierpiące na chorobę sierocą dzieci kaleczą się, lub nabawiają odleżyn, spędzające całe dnie w łóżku, niejednokrotnie przywiązane do barierek. Zaniedbane i brudne, unurzane we własnych odchodach i rozdrapując rany, dorabiają się poważnych infekcji. Te z nich, które nie mogą się już ruszać, padają ofiarami szczurów. Śmiertelność potrafi sięgać nawet 50%.

       

       

      Dzieciom podaje się często środki odurzające, po których śpią wiele godzin. Jeśli trafiły one do ośrodków zdrowe psychicznie, miały zazwyczaj niewielkie szanse pozostać przy zdrowych zmysłach. Niedożywione, zaniedbane, pozbawione podstawowej opieki – powoli cofały się w rozwoju. Te, które miały szczęście, trafiały do ośrodków o lepszej sławie, niż Cighid, zyskując większe szanse na przeżycie. Poza ośrodkami celowej eksterminacji niepotrzebnych dzieci, w kraju są też sierocińce które – choć zapewniają warunki niewiele lepsze - starają się jednak podtrzymać swoich wychowanków przy życiu.

      Gdy upada reżim Ceauşescu, zachodnie media bardzo szybko postanawiają przyjrzeć się sytuacji w Rumunii. I chociaż fakt, że w kraju panuje bieda nie jest dla nikogo tajemnicą tego, co odnaleźli niemieccy dziennikarze wiosną 90 roku, nie spodziewał się nikt. Prawdopodobnie to właśnie reporterzy Der Spiegel jako pierwsi opisali przerażające warunki, w jakich dokonuje się na niechcianych dzieciach powolnej eutanazji.

      W opublikowanym na łamach magazynu obszernym artykule znajdują się poruszające opisy. Pierwsze wejście do ośrodka; uderzający zapach odchodów, pleśni i zepsutych resztek jedzenia. Stu dziewięciu wychowanków i tylko dwie toalety. Brak ogrzewania. Zardzewiałe ramy łóżek i materace mokre od moczu. Dzieci o nieprzytomnym spojrzeniu, kołyszące się monotonnie wprzód i w tył – krzyczące, uderzające głową w pręty łóżka. I zupełny brak reakcji ze strony pracowników.

      Najgorsze jednak odnajdują oni w piwnicy – dzieci, zamknięte w ciemności w betonowym pokoju. To „trudne przypadki”. Uciekali, bili inne dzieci, wyrywali gniazdka elektryczne. Biegają po betonowej klatce zupełnie nagie, brudne od własnych nieczystości. Na widok dziennikarzy część ucieka lub chowa się pod łóżka.

       

      Gdy tylko informacja o sytuacji rumuńskich sierot rozchodzi się po świecie, do kraju ściągają wolontariusze z Europy i USA. Monica McDaid, brytyjska nauczycielka, która zgłosiła się do pomocy kilka miesięcy po upadku reżimu Ceauşescu, pracowała z dziećmi ze szpitala psychiatrycznego w Siret. W instytucjach takich jak ta metody wychowawcze w postaci bicia były jej zdaniem na porządku dziennym, podobnie jak przypadki wykorzystywania seksualnego wychowanków. Niezliczone ilości podobnych opowieści przekażą zachodnim reporterom przez lata inni wolontariusze. Rumuńskie dzieci stają się – przynajmniej na krotką chwilę – języczkiem uwagi zachodnich mediów.

       

      Żywy towar eksportowy

      Na fali międzynarodowej sympatii i zainteresowania, w cieniu medialnego szumu i docierającej do ośrodków pomocy, wyrastać zaczął zupełnie nowy proceder w postaci handlu dziećmi. Z początku legalne adopcje zagraniczne, zaczęły się powoli zmieniać w transakcje. W urzędach i domach dziecka kwitła korupcja, a wiele matek decydowało się na sprzedawanie swoich dzieci „bez pośredników”, kontaktując się bezpośrednio z rodzicami adopcyjnymi. Szacuje się, że w latach 90-tych „wyeksportowano” w ten sposób z Rumunii około 30 tys. dzieci, z czego prawdopodobnie 2/3 w wyniku nielegalnych zabiegów. Jednocześnie liczba legalnych adopcji dokonywanych przez zagranicznych rodziców była ok. dwukrotnie większa, niż liczba adopcji lokalnych.

      Wzrastająca krytyka ze Strony Unii Europejskiej, do grona członków której aspirować zaczęła Rumunia, zmusiła rząd do podjęcia zdecydowanych działań. W 2001 roku adopcje zagraniczne zostały tymczasowo wstrzymane. W roku 2004 wszedł w życie całkowity zakaz zagranicznych adopcji. Jednocześnie, aby zmniejszyć liczbę dzieci na państwowym utrzymaniu, rozpoczęto krajowe programy „zwiększania odpowiedzialności za dzieci”. Pomiędzy rokiem 2001 a 2005 zlikwidowano w Rumunii 91 instytucji opiekuńczych, kierując ogromną liczbę dzieci z powrotem pod opiekę – często zupełnie niewydolnych wychowawczo – rodziców.

      Aby poradzić sobie z problemem sierot, dla których nie było miejsca w naturalnych rodzinach, rumuński rząd zaczął masowo tworzyć rodziny zastępcze, jako najlepsze rozwiązanie przejściowe. Spośród pozostających pod pieką państwa w 2005 roku ponad 82 tys. dzieci, prawie 50 tys. trafiło do rodzin zastępczych. Słynna stała się w tym czasie historia Sary Wade (zdjęcie po lewej) – Brytyjki, która podjęła się stworzenia domu zastępczego dla autystycznego chłopca z Rumunii. Gdy postanowiła go adoptować, okazało się, że jako obcokrajowiec nie ma takiej możliwości. Kobieta walczyła przez cztery lata o prawo do adoptowania dziecka, wiedząc że jedyną alternatywą będzie powrót do rodziny z problemem alkoholowym, mieszkającej w szałasie. W jednym z wywiadów skrytykowała ona rumuńskie władze za, jak to ujęła „podpisywanie papierów”. Jej zdaniem historie dzieci nie są rozpatrywane indywidualnie, a często posyła się z powrotem do patologicznych rodzin, byle tylko polepszyć krajowe statystyki (“at the moment all the Romanian government is doing is signing forms—sending children back to their parents without looking at each individual case. It doesn’t seem to matter that the parents might be alcoholics or have no means to look after their kids as long as the numbers are cut”).

      Tymczasem w statystykach nie były uwzględniane dzieci, porzucane po urodzeniu w szpitalu. Sami ich pracownicy przyznawali, że korzystając z zachodniej pomocy, przetrzymują niechciane dzieci na szpitalnych oddziałach miesiącami, zgodnie z przepisami, które zakazują posyłania do państwowych instytucji dzieci poniżej 2 r.ż. Ana Culcer, szefowa katedry neonatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Bukareszcie w wywiadzie z 2005 roku przyznała, że porzucone dzieci pozostają w szpitalu średnio przez 6-7 miesięcy. Ponieważ na opiekę nad nimi szpital nie otrzymuje dodatkowych środków, zaniedbywane są dzieci chore (“I have to use space and personnel for the abandoned kids which means that sick children are not getting the attention they should”). Uważa ona, że warunki w jakich trzymane są w szpitalach dzieci nie odbiegają zbyt daleko od standardów, obowiązujących za czasów Ceauşescu. W podobnym tonie wypowiedziała się Sarah Wade, która swoje doświadczenia z pracy na oddziale dziecięcym w charakterze wolontariuszki wspomina fatalnie, wymieniając m.in. panujący w nim brud i przepełnienie („The hospital I worked in was horrendous. It was filthy, dull, and had no toys. Each room had up to 30 children and they would just sit in their cots or on their beds not moving or talking”). Jedynym sposobem na poradzenie sobie szpitali z plagą porzuceń, jest odnajdywanie dla dzieci rodzin zastępczych, lub… posyłanie ich z powrotem do rodzin, które je porzuciły.

      Wiele międzynarodowych organizacji od lat konsekwentnie krytykuje adopcyjną politykę rumuńskich władz. Od 2004 roku naciski w sprawie zmiany przepisów wywierał już m.in. Parlament Europejski, amerykański Senat i UNICEF. Jak dotąd – bezskutecznie.

       

       

      Sieroty po reżimie

      Dorośli już dzisiaj obywatele Rumunii, wychowankowie komunistycznych placówek, po dziś dzień borykają się z emocjonalnymi śladami, jakie pozostawiło w nich dzieciństwo. Wywiadów mogą jednak dziś udzielać jedynie ci, którzy trafili do „zwykłych” sierocińców, lub – po prostu – przeżyli. Ci, którzy w wyniku zaniedbań cierpią dziś na deficyty intelektualne, choroby psychiczne lub poważne upośledzenia fizyczne, nie opowiedzą nam swoich historii. Rumuni nazywają ich Ceauseii - „Dzieci Ceauşescu”. Jednak pojecie to rozciągane jest także na całe pokolenie, które przyszło na świat w czasach obowiązywania dekretu. To samo, które później obaliło jego głównego pomysłodawcę…

      Rumuńskie władze dokładają starań, aby mroczne historie o komunistycznych ośrodkach poszły w niepamięć. Niesławny sierociniec w Cighid zamieniony został po latach w placówkę dla dorosłych. Budynek wyremontowano i wyposażono we wszystkie media. Podopieczni mają do dyspozycji kredki, instrumenty muzyczne, zabawki i książki do kolorowania.

      Myliłby się jednak ten kto sądziłby, że wydobyty na światło dzienne ponad 20 lat temu problem zniknął. Rumuńskie ośrodki opiekuńcze cieszą się nadal złą sławą. Dotyczy to w szczególności instytucji ulokowanych na peryferiach dużych miast, gdzie standardy opieki nadal przywodzą na myśl te, jakie obowiązywały za czasów reżimu.

      W 2009 roku reporterzy telewizji BBC wybrali się do Rumunii, chcąc sprawdzić, jak wygląda sytuacja osób upośledzonych w ośrodkach opiekuńczych kraju, który dwa lata wcześniej stal się członkiem Unii Europejskiej. Władze Rumunii wyraziły zgodę jedynie na kręcenie materiału w Cighid. Reporterzy nie poprzestali jednak na tym, odwiedzając kilka podmiejskich ośrodków z ukrytą kamerą. Zarejestrowane przez nich obrazy stały w jaskrawej sprzeczności z wyobrażeniami, jakie moglibyśmy mieć o standardach, panujących w instytucjach unijnego kraju.

       

      Dziennikarskie śledztwo reporterów BBC potwierdzało czarne statystyki sprzed kilku zaledwie lat. Obraz rumuńskich placówek nakreslany przez wiele raportów publikowanych od 2004 roku przedstawiał je w niezbyt korzystnym świetle. Większość dzieci pozbawiona była dostępu do zabawek, wyposażenia szkolnego, jakichkolwiek zajęć sportowych czy nawet... odpowiedniego zaplecza sanitarnego. Jeden pracownik miał przypadać statycznie na ok 100 wychowanków, a szans na edukacje pozbawiopna była znaczna część dzieci - szczególnie tych upośledzonych.

      Pomimo ponad miliona Euro, jakie przeznaczyła dotąd Unia Europejska na poprawę warunków w Rumuńskich instytucjach, wiele pozostało jeszcze najwyraźniej do zrobienia. Kraj ten boryka się z problemem post-komunistycznej mentalności sprawiającej, że wielu obywateli nie dających sobie rady z wychowaniem swoich dzieci zdaje się w tej kwestii na państwowe instytucje. Wdrażane są więc specjalne kampanie społeczne, które mają uświadomić rodzicom, że są odpowiedzialni za dzieci, które powołali do życia. Wciąż nierozwiązany pozostaje też problem zakażeń wirusem HIV, w sposób szczególnie tragiczny dotykający dzieci. Podczas XIV Międzynarodowej Konferencji AIDS w Barcelonie podano, iż liczba zakażeń HIV dzieci rumuńskich w styczniu 2002r. przekroczyła już 10 000.

      Chwilami trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że rumuńskie władze robią co w ich mocy, aby problemy te zamieść pod dywan. Chociaż bez wątpienia przez lata sytuacja „sierot po reżimie” zmieniła się na lepsze, polityka kamuflowania problemu pozostaje wciąż aktualna.

       

      W 2004 roku Florin Iepan, rumuński reżyser i scenarzysta, zdecydował się na nakręcenie dokumentu zatytułowanego "Children of a Decree". Film ten opowiada historię demograficznego eksperymentu Ceauşescu. Chociaż twórcy skoncentrowali się w nim w dużej mierze na kwestii aborcji, film bardzo dobrze obrazuje realia ówczesnej Rumunii, pozostając w zgodzie z wszelkimi materiałami i publikacjami na ten temat.

      Dzięki pomocy znajomych udało mi się dodać angielskie tłumaczenia do rumuńskich wywiadów - po części na bazie tłumaczeń już istniejących, a po części dzięki kilku osobom, ktore znają język. Poniżej znajduje się playlista zawierająca cały dokument w częściach.

       

       



      Źródła i dodatkowe informacje:

      Nacht der Zivilisation – artykuł Der Spiegel z 1990 roku

      The politics of duplicity: controlling reproduction in Ceausescu's Romania – fragment książki Gail Kligman na Google Books + fragmenty w j.polskim

      The 1966 law concerning prohibition of abortion in Romania and its consequences. – wersja PDF

      Romania's Orphan Story 1966-2006

      Ceausescu's Longest-Lasting Legacy - the Cohort of '67

      Romania's Orphans Face Widespread Abuse, Group Says

      Relief Fund for Romania

      Romanian Orphanages and Children

      Romania's abandoned children are still suffering

      Life in Ceausescu's institutions

      ‘Ceausescu’s children’ still paying the price of disastrous social policies

      What happened to Romania's orphans? BBC News

      What happened to Romania's orphans? Vivid Magazine

      Romania's policy of emptying its orphanages raises controversy

      What became of Romania's neglected orphans?

      Romanian Adoption - International Adoption Information- The Speech of Honorable Christopher H. Smith of New Jersey on the U. S. House of Representatives. December 14, 2005.

      Romania to ban international adoptions permanently

      Adoption Law in Romania-In the Best Interests of the Children? – The NY Center for Adoption Policy

      HIV/AIDS na świecie: Rumunia (PDF ze strony aids.gov.pl)

      Voices from Romania's institutions – opowieści dorosłych, którzy spędzili dzieciństwo w rumuńskich sierocińcach

      Intercountry adoption - Romania

      Romanian adoptees struggle to adept

      Baby Be Mine: Loving Dylan - historia adopcji Dylana

      Eastern Europe: The Third Communism - Artykuł z TIME o Rumunii pod rządami Ceauşescu z 1966 roku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (17) Pokaż komentarze do wpisu „Dzieci Nicolae”
      Tagi:
      Autor(ka):
      dziadekwie
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 marca 2011 17:55