Worldwide

Wpisy

  • piątek, 11 marca 2011
    • Wielka historia małej pigułki

       

      Niewiele było we współczesnej historii wynalazków, które budziłyby takie kontrowersje, jak pigułka antykoncepcyjna, stając się jednocześnie tak powszechnie stosowanymi. Niewiele było też wynalazków, które miałyby tak ogromny wpływ na funkcjonowanie społeczeństwa.
      Mało kto pamięta dziś, że w czasach gdy rodził się pomysł stworzenia doustnej antykoncepcji dla kobiet, temat ten uważano za "obsceniczny", a podejmowanie go ścigano na mocy prawa.

       

      Zjeść ciastko i mieć ciastko

      Cała historia rozpoczyna się około roku 1916, kiedy to amerykańska pielęgniarka nazwiskiem Sanger (zdjęcie po prawej) założyła pierwszą w USA  - wtedy jeszcze nielegalną – klinikę planowania rodziny w Brooklynie.  Wychowana w wielodzietnej rodzinie (matka przeszła w sumie 18 ciąż), obserwując wielodzietność ubogich rodzin z nowojorskich gett, a także będąc świadkiem śmierci przyjaciółki, spowodowanej własnoręcznie wykonaną aborcją, postanowiła zaangażować się w propagowanie idei  świadomego rodzicielstwa. Jedną z najbardziej znanych historii z życia działaczki, była wizyta w domu ubogiej kobiety, która po wielu porodach i aborcjach błagała lekarza o sposób na zapobiegnięcie kolejnej ciąży. "Oho - usłyszała w odpowiedzi- Chce pani zjeść ciastko i mieć je nadal, co? Niestety, tego nie da się zrobić. Powiem pani, jaki jest jedyny pewny sposób. Niech pani każe Jake’owi spać na dachu" (wspomina o tym Peterson w "Suleciu seksu").

      W czasie, gdy Pani Sanger publikowała materiały dotyczące antykoncepcji i jeździła po kraju z wykładami, jej działalność była zupełnie sprzeczna z prawem. W Stanach Zjednoczonych obowiązywało bowiem tzw. Prawo Comstocka – uchwalony jeszcze w 1873 roku przepis, zabraniający rozpowszechniania treści obscenicznych, w tym jakichkolwiek informacji na temat aborcji i antykoncepcji. Nic więc dziwnego, że pierwsza założona przez nią klinika została wkrótce zamknięta przez policję, a ona sama aresztowana. Nie zniechęciło jej to jednak w najmniejszym stopniu do kontynuowania swojej działalności.

      Rok po nieudanej próbie założenia kliniki, na jednym z bostońskich wykładów spotkała ona Katharine McCormick – biologa,  jedną z pierwszych absolwentek  MIT,  a przy tym  damę z wyższych sfer, dysponującą niebagatelnym majątkiem. Ponieważ obie panie łączyło podobne zapatrywanie na kwestie związane z problemami kobiet, bardzo szybko znalazły one wspólny język.  Trudno się więc dziwić, że McCormick (zdjęcie po lewej) stała się wkrótce głównym sponsorem działalności Margaret Sanger.

      W roku 1921 Sanger otwiera pierwszą w Stanach Ligę Kontroli Urodzin (American Birth Control League- ABCL). Aktywistka jeździ po kraju z wykładami skierowanymi do kobiet, a jej poglądy zyskują coraz większą popularność. Rok później ABCL zrzesza już ponad 27 tys. członków, co jak na tamte czasy uznać możemy za liczbę imponującą. Wciąż aktualny pozostaje jednak problem prawa, które czyni jej działalność nielegalną.

      W 1923 roku Sanger wpada jednak na dość ciekawy pomysł – udaje jej się bowiem odnaleźć lukę prawną, zgodnie z którą z zakazu rozpowszechniania informacji na temat antykoncepcji zwolnieni są lekarze, o ile ma to uzasadnienie medyczne i służy zdrowiu pacjentek.  Korzystając z tej furki otwiera  pierwszą legalną klinikę kontroli urodzin - Clinical Research Bureau (CRB) – w której pracują wyłącznie lekarki i pracownicy społeczni. Rok później udaje jej się uzyskać dotację od organizacji Rockefellera, jednak z zastrzeżeniem całkowitej anonimowości. W kolejnych latach rodzina Rockefellerów, podobnie jak Pani McCormick, będzie konsekwentnie wspierać finansowo działalność Sanger.

      Korzystając z koniunktury, działaczka postanawia jeszcze w tym samym roku stworzyć ruch na rzecz legalizacji antykoncepcji  w USA, pod nazwą National Committee on Federal Legislation for Birth Control. Organizacja ta działa czynnie na rzecz zmian w prawie, aż do roku 1937, kiedy to kontrola urodzin pod nadzorem lekarza zostaje zalegalizowana w wielu stanach.

      Paradoksalnie, działaniom na rzecz propagowania idei kontroli urodzin sprzyja wielki kryzys. Wielodzietność staje się ogromnym obciążeniem dla wielu rodzin, a pomysł regulacji urodzeń zyskuje coraz większą przychylność. Do roku 1926 Sanger otrzymuje ponad milion listów od kobiet, proszących o informacje na temat metod planowania rodziny.

       

       

      Jej zaangażowanie budzi jednak wiele kontrowersji i to nie tylko pod względem łamania powszechnie obowiązujących zasad obyczajowości. Staje się ona znana m.in. jako autorka tezy, że należy propagować antykoncepcje wśród czarnych, aby zmniejszyć ich populację. Z takimi postulatami wystąpiła ona m.in. w roku 1926 na forum zgromadzenia kobiet Ku Klux Klanu. Sama Sanger po latach tłumaczyła, ze szukała poparcia dla swojej idei w każdym możliwym miejscu, a wystąpienie przed takim audytorium było jednym z najgorszych jej doświadczeń. Twierdziła też, że wobec tak specyficznego grona słuchaczy,  zmuszona była posługiwać się uproszczeniami (patrz uwaga poniżej tekstu). Nie zmienia to jednak faktu, że fatalna opinia osoby o rasistowskich poglądach towarzyszy jej nazwisku do dnia dzisiejszego.

       

       

      Przełom lat 50-tych

      W ciągu kilkudziesięciu lat działalności Margaret Sanger, udało jej się oswoić amerykańskie społeczeństwo z ideą kontroli urodzin. Chciała ona jednak pójść o krok dalej i doprowadzić do wynalezienia pigułki, która pozwalałaby kobietom na uniknięcie ciąży, nawet poza wiedzą męża.

      I tu, po raz kolejny, dopomogło jej szczęście i rozległe znajomości.  W roku 1951 na kolacji ze znajomymi spotyka ona Gregorego Pincusa (zdjęcie po prawej) – biologa, specjalizującego się w badaniach nad hormonami. Historia badań nad przełomowym wynalazkiem zaczęła się więc od słynnego już dzisiaj pytania, jakie Margaret Sanger skierowała do Pincusa w 51 roku: "Gregory, can't You devise some sort of pill for this purpose?".

      Badania nad wpływem hormonów na rozrodczość prowadził on już od lat 30-stych, przeprowadzając m.in. pierwszy skuteczny zabieg zapłodnienia pozaustrojowego u królików. Uważany za jednego z  bardziej błyskotliwych naukowców swoich czasów, miał jednak problem z prowadzeniem swoich badań, ponieważ Harvard, jego macierzysta uczelnia, odmówił mu dalszej pomocy w ich prowadzeniu. Jako że temat jego badań był kontrowersyjny i budził spore emocje, został on okrzyknięty „Amerykańskim Frankensteinem”.

      Widząc w  nim potencjał i szanse na zrealizowanie swojego marzenia, Sanger zaproponowała Pincusowi niewielki grant (ok 40 tys. dol.) na prowadzenie badań nad antykoncepcją hormonalną. W latach 50-tych naukowcy posiadali już bowiem wiedzę na temat związku pomiędzy progesteronem a rozrodczością. Jeszcze w latach 20. XX wieku austriackiemu endokrynologowi nazwiskiem Haberlandt udało się zatrzymać owulację u samicy królika, poprzez wstrzyknięcie jej substancji obecnej w jajnikach ciężarnych samic. Dzięki pierwszemu grantowi Pincus w zespół z doktorem Min Chueh Changiem potwierdzili, że progesteron może być używany jako inhibitor owulacji. Widząc postępy w pracach, Margaret Sanger i Kate McCormic spotkały się z badaczem ponownie w 1953 roku i omówiły z nim dalszy zakres badań, jednocześnie znacznie poszerzając zakres finansowania.

      Stąd był już w zasadzie tylko krok, od wynalezienia pigułki hormonalnej, pozwalającej na uniknięcie zapłodnienia. Dalsze prace wymagały jednak testów na ludziach, a Pincus nie posiadał w zespole nikogo, z wystarczającym doświadczeniem klinicznym – on sam nie miał uprawnień do przeprowadzania badań na ludziach. W 1952 roku na jednej z konferencji medycznych poznał on jednak osobiście Johna Rocka – ginekologa, który podobnie jak on, prowadził od lat badania nad zapłodnieniem pozaustrojowym i którego prace były mu doskonale znane.  Paradoksalnie, Rock prowadził w tym czasie badania nad lekiem hormonalnym, który miałby pomagać kobietom zajść w ciąże. Co ciekawsze, znany on był jako oddany katolik , ojciec piątki dzieci i dziadek dla 19-stu wnucząt. Otwarcie sprzeciwiał się dopuszczeniu kobiet na studia medyczne uniwersytetu w  Harvardzie i cieszył się zasłużoną opinią konserwatysty. Dlaczego więc zdecydował się dołączyć do zespołu badawczego Pincusa, pracującego przecież nad wynalazkiem o zgoła odwrotnym działaniu?

      Idea była prosta: Rock (zjdęcie po lewej) chciał za pomocą progesteronu doprowadzić do zatrzymania owulacji na kilka miesięcy, licząc na to, że odstawienie hormonu spowoduje wzrost płodności. Na bazie pierwszych badań jakie wykonał, faktycznie pewnej grupie pacjentek udało się zajść w ciążę ponieważ, ku wielkiemu zdziwieniu Pincusa, prowadził on eksperymenty z użyciem progesteronu równolegle z jego ekipą badawczą. W czasie gdy Pincus eksperymentował na królikach i szczurach, Rock prowadził swoją terapię „odpoczynku od owulacji” na kobietach. Spośród 80 pacjentek biorących udział w badaniu, 13 zaszło w ciążę po odstawieniu zastrzykow hormonalnych.

      Poza wspólnymi zainteresowaniami obu badaczy, istotny okazał się jeszcze inny aspekt – Rock, pomimo bycia katolikiem i konserwatystą, jako ginekolog wierzył w celowość regulacji urodzeń. Pincusowi udało się więc przekonać go, aby wspólnie z nim  prowadził badania nad antykoncepcyjnym działaniem progesteronu. Z punktu widzenia katolika na początku lat 50-tych, niezgodność hormonalnej antykoncepcji z naukami Kościoła Katolickiego nie była aż tak oczywista, jak wydaje się dzisiaj. O tym, jakie stanowisko względem jego wynalazku zajmie Watykan, Rock przekonał się – ku swojemu wielkiemu rozczarowaniu – dopiero kilkanaście lat później. Aby jednak uniknąć starcia z autorytetem Kościoła, Pincus zasugerował, aby podawać kobietom tabletki w 20-dniowym cyklu tak, aby po ich odstawieniu na kilka dni pojawiło się krwawienie. Tym sposobem utrzymany zostałby – przynamniej pozornie – naturalny rytm funkcjonowania kobiecego organizmu.

       

      Testy na ludziach

      Aby ominąć obowiązujące wówczas przepisy, pierwsze testy na ludziach przeprowadzono pod pozorem badań nad płodnością kobiet. Wersję tę skutecznie wspierał zresztą autorytet Rocka, którego wcześniejsze testy na pacjentkach zdobyły już znaczny rozgłos. Ponieważ badania prowadzone były pod przykrywką i w tajemnicy, można je uznać w sporej części za wątpliwe z etycznego punktu widzenia.

      W 1954 r. Rock rozpoczął w Bostonie testy na grupie 50 kobiet, spośród których tylko część zgłosiła się dobrowolnie. Pozostałe zażywały eksperymentalny lek bez wyrażenia na to zgody. W celu zbadania potencjalnych skutków ubocznych, tabletki podawano także grupie pacjentów szpitala psychiatrycznego. Pincus uzyskał co prawda zgodę rodzin pacjentów na ich udział w badaniu, jednak z punktu widzenia dzisiejszych standardów pozostaje to działaniem nieetycznym.

      Wyniki bostońskich testów okazały się jednak dla badaczy tak zachęcające, że postanowili pójść krok dalej i postarać się o zgodę na dopuszczenie tabletek do obrotu, którą wydać mogła tylko Agencja ds. Żywności i Leków (FDA). Aby jednak uzyskać taką zgodę, musieli przeprowadzić szeroko zakrojone eksperymenty z udziałem ludzi.

      Ponieważ nie było to możliwe w USA, pierwsze testy na ludziach przeprowadzono na szeroką skalę w 1956 roku w klinice w Portoryko. Kobiet chętnych do uczestniczenia w testach nie brakowało. Nie dość, że rejon ten był wysoko zaludniony i cierpiał z powodu ubóstwa, to kontrola urodzin była tam oficjalnie wspieranym działaniem na rzecz walki z przeludnieniem i biedą. Eksperymenty z udziałem biednych i niepiśmiennych Portorykanek miały dla badaczy jeszcze jeden plus – gdyby testy zakończyły się powodzeniem, przeciwnikom hormonalnych rozwiązań wytrącono by z ręki argument, że ten rodzaj antykoncepcji jest dla kobiet zbyt skomplikowany. Dzisiaj być może trudno w to uwierzyć, ale  w połowie  lat 50-tych badacze naprawdę obawiali się podniesienia argumentu, że przeciętna amerykańska kobieta nie pojmie zasad stosowania doustnej antykoncepcji,

      Zainteresowanie badaniami ze strony lokalnych kobiet było tak duże, że w krótkim czasie rozszerzono je na inne kliniki w Portoryko. Pomimo faktu, ze przeważająca cześć ludności była wierząca, ubóstwo sprawiło, że kontrola urodzin i aborcja były tam codziennością. Nic dziwnego, że perspektywa doustnej antykoncepcji została przez tamtejsze kobiety przyjęta bardzo entuzjastycznie.

       

      Tabletki do prób na ludziach dostarczyła naukowcom firma farmaceutyczna G. D. Searle & Company, która paradoksalnie, z początku nie chciała mieć nic wspólnego z ryzykownym przedsięwzięciem, które kojarzyło się w najlepszym razie ze złą prasą, oporem urzędników i potępieniem ze strony środowisk katolickich. Przełom we współpracy między Pincusem a Searle & Company nastąpił dopiero wtedy, gdy okazało się, że jeden z pracowników firmy przypadkiem opracował syntetyczny progesteron, nazwany przez niego norethynodrelem. W założeniu pracował on nad kolejnym sterydowym lekiem, tym razem pomocnym przy leczeniu kobiecych dolegliwości. Searle & Company chciał bowiem powtórzyć sukces „cudownego leku” jakim okazał się Kortyzon.
      Gdy firma zorientowała się, że z podobnym związkiem eksperymentują już przecież Pincus i Rock, postanowiła wejść z nimi we współpracę. Aby jednak całe przedsięwzięcie odbywało się „po cichu”, zamiast wspomagać ich finansowo, dostarczyli im norethynodrel w tabletkach. Po odkryciu, że norethynodrel działa skuteczniej połączony z niewielką ilością syntetycznego estrogenu, zaczęto łączyć oba te składniku w tabletkach pod nazwą Enovid.

       

       

      Zwycięzcy i ofiary

      Po roku eksperymentów z Enovidem, Dr. Edris Rice-Wray zarządzający portorykańskim  testami, przedłożył Pincusowi i Rockowi raport z badań. Najważniejszym – z ich punktu widzenia – wnioskiem był ten, że żadna z biorących udział w eksperymencie kobiet nie zaszła w ciążę. Zignorowali jednocześnie informację, że aż 17% z nich cierpiało z powodu ubocznych dolegliwości: nudności, zawrotów głowy, migren, zaburzeń widzenia, wymiotów i bóli żołądka.

      Choć Rice-Wray przekonywał ich, że 10-cio miligramowa dawka Envoidu jest zbyt inwazyjna dla kobiecego organizmu, obaj badacze odrzucili jego wnioski twierdząc, że objawy miały podłoże psychosomatyczne. Obaj uznali również, że dolegliwości takie jak bóle głowy czy nudności to niewielki koszt, wobec potencjalnych korzyści, jakie ich wynalazek przynieść może kobietom.

      Zachęceni niebywałą wręcz skutecznością pigułki, postanowili starać się o dopuszczenie jej na rynek leków. Jeszcze w roku 1957, udaje im się uzyskać zgodę FDA na sprzedaż Enovidu jako leku na zaburzenia menstruacyjne (w czym bardzo pomocny okazał się pomysł podawania go w 20-dniowych cyklach).

      Dopiero po latach opinia publiczna dowie się, że kobiety biorące udział w portorykańskich eksperymencie nie były informowane o ryzyku z nim  związanym. Co więcej, nie były świadome, że lek jest w tak wczesnej fazie badań – powiedziano im, że dostają tabletki zapobiegające ciąży, nie wspomniano jednak, że są one na etapie testów klinicznych. Choć w  trakcie badań trzy kobiety zmarły, nikt nie przeprowadził sekcji zwłok, aby dociec przyczyn. „Epizody” te po prostu zignorowano. W połowie lat 50-tych badania na ludziach poddawane były znacznie słabszej kontroli, niż obecnie.

      Testy prowadzono więc dalej, przenosząc je na Haiti, do Meksyku, i Los Angeles. Kobiet chętnych do przyjmowania pigułek wciąż przybywało. Testy okazały się największymi w ówczesnej historii badań nad lekami. Wzięło w nich udział 1600 kobiet.

       

      Leganie nielegalna pigułka

      Chociaż Enovid trafił do sprzedaży, funkcjonował na granicy legalności, formalnie  jako lek na zaburzenia menstruacyjne. Wszystkim było jednak wiadome jego prawdziwe przeznaczenie, więc w Ameryce końca lat 50-tych nastąpiła wśród kobiet nagła epidemia zaburzeń miesiączkowania. W roku 1960 do lekarzy w USA zgłosiło się 500 tys. kobiet, skrżących się na nieregularną owulację (sic!).

      W 1959 roku Searle & Company wystąpiły do FDA z wnioskiem o pozwolenia na oficjalną sprzedaż Enovidu jako tabletki antykoncepcyjnej. Naukowcy liczyli, że skoro udało im się dowieść przed agencją niewielkiego ryzyka stosowania leku, formalnie nie będzie miała ona powodów, aby wniosek odrzucić (większość efektów ubocznych związanych ze stosowaniem pierwszych i bardzo niedoskonałych pigułek poznano dopiero lata później). Jednak po raz pierwszy w historii istnienia tego organu zdarzył się przypadek, w którym musiał on zaopiniować specyfik, który de facto nie leczy.I jakby tego było mało - stał w sprzeczności z ogólnie przyjętym dobrym obyczajem i nauczaniem Kościoła. Komisji nie spieszno więc było z wydaniem decyzji.

      Przedłużające się milczenie ze strony FDA niepokoiło firmę. Siedemdziesięcioletni już wówczas Rock, chcąc doczekać pozytywnego finału sprawy, której poświęcił lata badań, postanowił wziąć rzecz w swoje ręce. I tu nastąpiła scena iście filmowa:  zdeterminowany naukowiec wsiada do pociągu  i jedzie do Waszyngtonu, aby osobiście rozmówić się z urzędnikami. Po ponad godzinie oczekiwania na mrozie, został on w końcu przyjęty przez młodego urzędnika Agencji, który po chwili wprowadzającej rozmowy przeszedł do sedna sprawy: nieznanego wtedy jeszcze związku między pigułkami a ryzykiem zachorowania na raka, oraz obiekcjami natury religijnej i etycznej. Zirytowany Rock podnosił głos i zwracał się urzędnika per „młody człowieku”, zarzucając mu brak wystarczającego doświadczenia zawodowego, aby mógł wysuwać takie zarzuty

      Musiało minąć pięć miesięcy od tej niezbyt udanej rozmowy, zanim nadeszło oficjalne stanowisko FDA. Ostatecznie Agencja zgodziła się na dopuszczenie Envoidu do sprzedaży, jako pierwszej w historii pigułki antykoncepcyjnej, jednak z wieloma zastrzeżeniami. Musiała on być brana jedynie na bazie wskazań lekarza i nie dłużej, niż przez 2 lata.

      Pigułka okazała się rynkowym hitem. Do końca lat 60-tych wartość sprzedaży doustnej antykoncjepcji w Stanach Zjednoczonych osiągnęła poziom 150 milionów dolarów, z czego sam Searle zarobił 25. Co ciekawe, Rock, Pincus czy Sanger nie uzyskali z tego tytułu ani centa, poniewaz oficjalnie nie mieli żadnych praw do zysku. Pamiętajmy, że formalnie testowano i wdrożono Enovid - produkt firmy Searle & Company. Najciekawsze jest to, że firma nie wylożyła ani grosza na badania i testy, podczas gdy przez cały okres ich trwania fundacja Sanger przy wsparciu McCormick  wyłożyły na ten cel w sumie ok. 2 milionów dolarów. Po zalegalizowaniu pigułki przez FDA, Sanger rozpoczęła jednak kampanię propagowania tej metody antykoncepcji i zwiększania jej dostępności.

       

      Konfrontacja z Watykanem

      Wynaleziona przez głęboko wierzącego lekarza, przy okazji badań nad zwiększeniem kobiecej płodności, pigułka antykoncepcyjna od początku budziła ogromne kontrowersje, szczególnie wśród środowisk katolickich.

      Ciekawe stanowisko zajął tu sam Rock. Ponieważ Kościół Katolicki zaaprobował metodę kalendarzykową jako dopuszczalny sposób regulacji urodzin jeszcze w latach 50-tych, Rock twierdził, że jego pigułka działa analogicznie, jak dopuszczone przez Kościół współżycie w okresie niepłodnym. Różnica polega jedynie na tym, że na bazie naturalnie wytwarzanych hormonów przedłuża ten „bezpieczny” czas.

      Rock rozpoczął swoją prywatną kampanię na rzecz uznania przez Kościoł Kaotlicki jego wynalazku, jako jednej z naturalnych metod planowania rodziny. w 1963 roku wydał książkę zatytułowaną "The Time Has Come: A Catholic Doctor's Proposal to End the Battle Over Birth Control". Od tej pory stał się języczkiem uwagi amerykańskich mediów, udzielając wywiadów dla największych stacji i magazynów.

      W połowie wieku XX wielu teologów zaczynało zabierać głos w sprawie liberalizacji stosunku Kościoła Katolickiego do kwestii antykoncepcji. W 1958 roku Pius XII dopuścił stosowanie pigułek przez katolików, pod warunkiem, że służą one regulacji zaburzeń menstruacyjnych. Mimo tego jednak w roku 1968 papież Paweł VI wydał encyklikę Humanae Vitae, w której zdecydowanie potępił hormonalną antykoncepcję, nazywając ją wprost – złem. Rozczarowany tym faktem Rock odsunął się od czynnego praktykowania swojej religii i przestał uczęszczać na msze.

      Decyzja  Pawła VI spowodowała  także, trwające do dziś, spory w łonie samego kościoła. Decydując się na wydanie słynnej encykliki, Papież odrzucił pozytywną opinię na temat pigułek antykoncepcyjnych, wydaną przez specjalnie w tym celu powołaną przez niego komisję. Choć jego stanowisko pozostaje aktualne do dnia dzisiejszego, spory wokół tego tematu nie milkną.  Jeszcze w roku 1995 obecny papież, ówczesny kardynał Ratzinger żarliwie polemizował z krytykami stanowiska Pawła VI, podnoszącymi kwestię niezgodności jego encykliki z oceną komisji.

       

      Jako ciekawostkę warto może dodać, że samego Pincusa krytyka ze strony Watykanu szczególnie do dalszych badań nie zniechęciła. Jeszcze na krótko przed śmiercią pracował nad wynalezieniem tabletki "po" stosunku.

       


       

      Źródła i dodatkowe informacje:

      TIME: The Pill at 50: Sex, Freedom and Paradox

      People & Events: The Boston Pill Trials

      People & Events: The Puerto Rico Pill Trials

      People & Events: The U.S. Food and Drug Administration Approves the Pill

      Pharmaceutical Phenoms: America's Best-Selling Medicines

      Drug discovery: a history

      New Yorker: John Rock's Error - walka Rocka o uznanie pigułki przez Kościoł

      Humanae vitae, czyli miłość i seksualność

      Kard. Ratzinger bronił „Humanae vitae”

      Kontekst kulturowy powstania encykliki Humanae vitae

      Margaret Sanger - Time

      Wspomnienia Margaret Sanger na Google Books

       


       


      Jako ciekawostka:

      Medicine: The Pills - TIME informuje o dopuszczeniu pierwszej pigułki antykocepcyjnej na rynek - artykuł z 1961 roku

      Contraception: Freedom from Fear - artykul na łamach TIME z roku 1967

      Korespondencja pomiędzy Margaret Sanger i Katharine McCormick

       


      Uwaga dotycząca pytania czytelniczki:

      Ponieważ jedna z osób komentujących wyraziła wątpliwość związaną z padającym w tekście stwierdzeniem, że M. Sanger po latach tłumaczyła treść swojego wystąpienia na forum kobiet Ku Klux Klanu jako "konieczne uproszczenie", pozwolę sobie podać źródło jej tłumaczeń:

      Cytat pochodzi z jej autobiografii, w której opisuje swoje wystapienie na wspomnianym forum w New Jersey, w roku 1926:

      "Always to me aroused group was a good group,  and therefore I accepted an invitation to talk to the women's branch of the Ku Klux  Klan at Silver Lake, New Jersey, one of the  weirdest experiences I had in lecturing  (...). I was sure that if I uttered one word, such  as abortion, outside the usual vocabulary of these women they would go off into histeria. And so my adress that night had to be in the most elementary terms, as though I were trying to make children understand."

      Książka dostępna jest na platformie Google Books - cytowany tekst pochodzi ze stron 366 - 367. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Wielka historia małej pigułki”
      Tagi:
      Autor(ka):
      dziadekwie
      Czas publikacji:
      piątek, 11 marca 2011 22:56